Strony

piątek, 29 sierpnia 2014

Bilety są, walizki są! + niespodzianka prosto z USA :)

Wczoraj w końcu doczekałam sie od APiA informacji o locie. Najpierw w nocy moja hostka przesłała mi bilety z NYC do Chicago, a potem, jeszcze przed południem ruszyło się i APiA. Cieszę sie, że nie będę sama. Będzie nas aż 7 razem leciało! :D A na szkoleniu będzie co najmniej 10 Polek, więc w ogóle fajnie :) 

LOTY:

  • 8 września, 13:00, Okęcie, Warszawa -> 16:25, J.F.Kennedy, Nowy Jork
  • 11 września, 19:40, LaGuardia, Nowy Jork -> 21:10, Chicago O'Hare
Lot z Warszawy bezpośrednio do NYC, i o dobre godzinie, więc jestem zadowolona;) Ten do Chicago, trochę późno... Tak samo miałam, jak leciałam do Hiszpanii. I to nie najlepsza pora :) Bo dojechaliśmy do domu po 22, zjedliśmy kolację i spać, a potem wiecie, tak dziwnie rano wstać, nie wiadomo o której, czy zejść na dół do kuchni, czy nie... Takie różne myśli w głowie siedzą. Ale w Hiszpanii następnego dnia w sumie nie było źle, więc tu też nie będzie :) Tylko fajnie by było, gdybym do tego Chicago nie leciała sama. Może jakaś towarzyszka podróży na szkoleniu się znajdzie;)

Wczoraj też w końcu po kilku dniach doszły moje nowe walizki! Kupiłam je przez allegro, i zamówiłam dokładnie takie jak widać niżej na zdjeciu, z tym, że wzięłam tylko małą i dużą. Kolor w rzeczywistości jest inny, także zdjęcia na aukcji były nieco przekłamane. Kolor 'lazurowy' w internecie wyglądał na pastelowy niebieski, w rzeczywistości jest to naprawdę lazurowy kolor wody, coś pomiędzy niebieskim a zielonym, taki elektryzujący odcień. Ciężki do opisania, ale ładny! Im dłużej patrzę na te walizki, tym bardziej mi się one podobają :)  Zrobiłam swoje zdjęcie, ale też nie oddało prawdziwego koloru. Ciężki do uchwycenia, musicie wierzyć mi na słowo :)


Ale co tam kolor, najważniejsze, żeby wytrzymały podróż i doleciały w całości. Mam nadzieję, że tak będzie! Jak by ktoś był zainteresowany tymi walizkami, to mogę dać namiary na sprzedawcę. 
Wczoraj też kupiłam prezenty dla hostów, ale wciąż czekam na przesyłkę z prezentem dla dziewczynki, także pokażę jak już wszystko będę miała. 

Już od jakiegoś czasu rozpoczęłam pożegniania, i ciągle się z kimś spotykam. Jutro czeka mnie większe spotkanko pożegalne z koleżankami..ale naprawdę nie czuje tego, że się nie zobaczę z tymi osobami tak długo! A wczoraj spotkałam się z moją Monią, po prawie 2 miesiącach nie widzenia się! Monia była na wakacjach w USA, więc swoimi opowieściami i zachwytami nakręciła mnie jeszcze bardziej na wyjazd, bo zachwycona jest totalnie wszystkim! Już planujemy jakieś spotkanie w przyszłym roku, może w Kalifornii:) Kochana, zrobiła mi niespodziankę, której totalnie się nie spodziewałam! 


Przywiozła mi pyszne czekoladki z masłe orzechowym, od których właśnie nie mogę sie oderwać :P I kupiła mi karty do gry z obrazkami z NYC!! aaaa! Bo wie, że zamiast pocztówek zbieram karty z różnych krajów :) I jeszcze dostałam 2 pocztówki, a podobno trzecia jest w drodze od dłuższego czasu, więc nie wiem czy nie zaginęła :) MONIU KOCHANA MOJA DZIĘKUJĘ CI BARDZO! :*

Tymczasem 10 dni! Nie wierzę! :)

czwartek, 28 sierpnia 2014

summer au pair in Spain: podsumowanie!

W poprzednich postach dzień po dniu, w skrócie opisałam moją miesięczną przygodę jako au pair w Hiszpanii (tydzień pierwszydrugitrzeci i czwarty).Czas wreszcie jakoś to podsumować! :)



Podsumowując, jestem szczęśliwa, że miałam możliwość spędzić te 30 dni w Hiszpanii (która swoją drogą wcale nie była bardziej słoneczna niż Polska w tym czasie), z cudowną rodzinką. Naprawdę uważam, że trafiłam na wspaniałych ludzi. Owszem, dzieci jak to dzieci, zawsze mogłoby być lepiej, ale generalnie nie mogę narzekać. Z dziewczynką popsuł się trochę kontakt na kilka dni pod koniec mojego pobytu tam, ale była cały czas dla mnie jak młodsza siostra.  I naprawdę spędziłyśmy razem fajne chwile. Chłopiec - hmm typ dziecka, któremu nic nie pasuje, zawsze wszystko jest źle, a ja takich ludzi nie lubię ;) Ale to trudny wiek, 13 lat, myślę, że będzie z niego fajny facet w przyszłości. Ale jeśli chodzi o hostkę, to uważam, że lepsza już by być nie mogła :) I naprawdę chciałabym, żeby moja amerykańska hostka była podobna! Host też fajny gość, ale nie mówił po angielsku, więc niestety za bardzo sobie nie mogliśmy porozmawiać, aczkolwiek codziennie jakąś prostą rozmowę z użyciem rąk i mixu wszelkich języków prowadziliśmy :)

Przez te 4 tygodnie poznałam naprawdę wielu ludzi: całą rodzinę, sąsiadów i innych mieszkańców miasteczka. Zwiedziłam w tym czasie też naprawdę dużą część Katalonii! Dzięki moim host rodzicom, którzy naprawdę chcieli mi pokazać jak najwięcej! I gdyby nie marudzenie dzieci, to wiem, że pokazaliby mi jeszcze więcej. I właśnie za to ich uwielbiam, za ich styl bycia i życia. Robimy kanapki, pakujemy co potrzebne, i ruszamy w drogę! To właśnie coś, co lubię, i ze względu na to chętnie zostałabym ich córką :P Chociaż poniekąd nią zostałam :)

Sami zobaczcie! Wszystkie te punkciki odwiedziliśmy razem (poza jednym!), a nie do końca jestem pewna, czy wszystkie miejsca udało mi się zaznaczyć. 


Ten program daje naprawdę wspaniałe możliwości! A jeśli jesteście au pair w dużym mieście, i na trochę dłużej to już w ogóle super dla Was! Język, kultura, obyczaje... lepiej nie da się tego poznać, niż mieszkając z rodziną goszczącą! Naprawdę uważam, że jest to super możliwość dla młodych ludzi. I jeśli tylko macie taką szansę, to korzystajcie! Nie zastanawiajcie się, bo zawsze to nowe doświadczenie, które wiele wniesie do Waszego życia i czegoś Was nauczy. Jednak należy pamiętać, że to nie są wakacje, jak myślą nasi znajomi i rodzina... a dzieci potrafią być męczącę, i nieźle dają w kość! A nawet nicnierobienie też męczy, no i dochodzi tęsknota. Zawsze muszą być jakieś plusy i minusy, to normalne! Ale trzeba sobie jakoś radzić :) Myślę, że opcja summer au pair gdzieś w Europie to świetny pomysł, aby wcześniej się sprawdzić i upewnić czy ten program jest dla nas, jeśli planujemy wyjazd do USA. 

Dzięki temu, że byłam przez miesiąc w Hiszpanii jako au pair, jak już wspomniałam, dużo zobaczyłam i poznałam wielu ludzi. Miałam możliwość spróbowania nowych potraw, nauczenia się paru słówek katalońskich i hiszpańskich, obcowania z inną kulturą, innym życiem, po prostu. Jeśli chodzi o angielski, myślę, że nie podniosłam swojego poziomu, ale bardziej się otworzyłam na rozmowy w tym języku, no bo inaczej bym się nie dogadała;) Uważam, że to świetny pomysł na przełamanie bariery językowej, i w ogóle naukę języka, no bo musicie mówić, nie macie wyjścia! Co więcej, miałam możliwość prowadzenia długich rozmów z moją host mum na tak różne tematy, dotyczące życia codziennego, czy też różnic między Polską a Hiszpanią. Od rozmów o herbacie, czy parzeniu kawy zaczynając, a kończąc na temacie edukacji, długości urlopów macierzyńskich, historiach rodzinnych czy sprawach ekonomicznych(!). Takich informacji raczej nie wyczytacie w książkach, gazetach czy internecie. Nie ma to jak rozmowa z mieszkańcami. To oni najlepiej opowiedzą o tym 'jak się żyje' tam. Z hostką miałam tak świetny kontakt, że nawet rozmowy o porodach były :P  I naprawdę fantastyczne dla mnie było to, kiedy opowiadała mi całą historię jej znajomości z hostem, zaczynając od tego jak się poznali. Naprawdę, uwielbiam tą kobietę, i chociażby ze względu na nią cieszę się, że tam byłam i miałam możliwość ją poznać. I kiedy przy pożegnaniu na lotnisku powiedziała mi, że zawsze będę jej starszą córką, to po prostu nie mogłam powstrzymać łez, i pierwszy raz w życiu płakałam żegnając się z kimś.
I myślę, że właśnie to jest najpiękniejsze w tym programie, że zyskałam rodzinę! Daleko, bo daleko, ale są. Wciąż jesteśmy w kontakcie, piszemy maile, i planujemy spotkania w Polsce i Hiszpanii :) A oni już zapowiedzieli, że przyjadą na mój ślub! Co tam, że nawet kandydata na męża nie mam:)

Podsumowując: polecam, polecam, i jeszcze raz polecam! :) 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Tydzień czwarty

Dzień #22
Chciałam tego dnia wybrać się z dzieciakami na jakąś wycieczkę po okolicy, ale nie znałam pobliskich atrakcji;) Z pomocą przyszło mi przypadkowe spotkanie poprzedniego wieczoru z Martą. Opowiadała mi o swojej wycieczce z inną au pair i ich dzieciakami w pobliskie góry - Costas Mallas. Uznałam to za świetny pomysł, i po opowieściach Marty naprawdę chciałam je zobaczyć. Także po śniadaniu, i kłótni dzieci czy idziemy pieszo, czy rowerem, wyruszyliśmy. L. na rowerze, a ja i F. pieszo :)



Po południu odwiedziła na kuzynka hostki z 5miesięczną córeczką. Miałam juz okazje je poznać na rodzinnej kolacji. Mała jest przecudownym dzieckiem! W ogóle nie płacze;) A wieczorem znów spotkałam Martę na placu zabaw przed domem.

Dzień #23
Dzisiejszą aktywność wymyślał chłopiec, więc jak zwykle to samo - idziemy nad rzekę szukać węży, żab i innych takich... Masakra. Ale wyczaiłam sobie miły kamień w tym miejscu, nad samą wodą, więc dzieciaki robią co chcą, a ja się po prostu opalam ;) Tym razem poszedł z nami kolega L., więc było spokojniej. Ale oczywiście nie obyło się bez zgrzytów! Pokłóciły się i dzieci między sobą, i ja też miałam pierwsze poważne spięcie z F., że miałam ochotę spakować walizkę i wyjść z domu. To tak jak PirateKaro pisała o tym, że jej dziewczynka jest dwulicowa, to coś i moja z tego miała. Denerwują mnie takie sytuacje, gdy mamy dobry kontakt, nie mówi mi, że coś jest nie tak, tylko leci na skargę do hostki, i ta potem do mnie. Nie cierpię takich sytuacji.
Drugą część dnia spędziłam na basenie z hostką. Tym razem było tam wielu sąsiadów, i ich gości. Między innymi była cudna 5letnia dziewczynka, która bombardowała mnie angielskim;) Tak szybko, i tak świetnie mówiła, że byłam w szoku. Zaraz sie wszystko wyjaśniło, kiedy przyszła jej mama. Otóż mama jest Szkotką, ale od kilku lat mieszka w okolicy. A mała jest dwujęzyczna, bo z mamą rozmawia po angielsku, a z tatą po katalońsku. Niesamowite, jak można sobie tak zmieniać języki! Zawsze chciałam tak mieć! No ale cóż, mam oboje rodziców Polaków;) To 5letnie dziecko opowiadało jak najęte, przeróżne historie o dinozaurach. Jedno zdanie do mnie po ang, i następne do mojego hosta po katalońsku;) Niesamowite;)

Dzień #24
Po śniadaniu poszliśmy z dzieciakami na tą halę, gdzie już wcześniej jeździliśmy na rolkach. Tym razem pojechaliśmy rowerami, i zabraliśmy rakiety do tenisa, by sobie tam pograć. Znów przyłączył się do nas kolega L. Nie wiem, jak to się dzieje, że wszyscy jego koledzy są mega grzeczni, a on jeden jakby urwał się z choinki. Mniejsza o to :) Na miejscu spotkaliśmy 2 inne dziewczyny, znajome F., które razem z nią trenują jazdę na wrotkach. Urządziliśmy sobie więc mały tenisowy turniej, i 2 godziny szybko nam zleciały! W tzw. międzyczasie dojrzeliśmy Martę i Kamilę (polskie au pairki), które szły ze swoimi dzieciakami na wycieczkę:)
Hości później dziś wracali do domu, więc sami musieliśmy przygotować sobie obiad, także makaron z torebki był:P Ja chciałam sama zrobić, po swojemu, ale skoro oni chcieli taki, no to dobra, niech będzie :P
A wieczorem szłam do Marty na spotkanie au pair! Marta 2 dni później wracała do Polski, a Kamila też tego dnia kończyła program. Swoją drogą, od tego czas, aż do połowy września jest w autostopowej podróży po Hiszpanii:) Co jakiś czas dostaję maila od niej z newsami, gdzie, co i jak :) Marty hości tego dnia gdzieś wyjeżdżali, więc dziewczyny uznały, że to dobry pomysł, by się spotkać w końcu, spędzić razem trochę czasu, i jakby nie patrzeć pożegnać. Zaprosiły też inną aupair z miasteczka, Niemkę. Byłysmy uprzejme, jak to my Polacy (czy Słowianie;p) i rozmawiałyśmy cały czas po angielsku. Dziwnie sie z tym czułam, wiedząc, że dziewczyny są Polkami przecież!:) Ale było bardzo miło! Pizza, sałatka, i mega pyszne lody! A do tego, hostka Marty specjalnie dla nas kupiła sangrię. Jak miło :) Potem obejrzałyśmy film "Czekolada". Żeby było śmieszniej po hiszpańsku z angielskimi napisami :) No i tyle je widziałam! Z Niemką miałam się potem jeszcze spotkać, ale w końcu nam nie wyszło :(

Dzień #25
Weeekend! więc czas na wycieczkę! :) Tym razem ruszyliśmy w kierunku Barcelony. Jednak najpierw pojechaliśmy do Sitges. Śliczne miasteczko, słynące z tego, że mieszka tam wielu gejów:P Nie przywykłam do tego, że co druga para na ulicy to facet z facetem, tym bardziej trzymający sie za rękę, więc czułam sie trochę jak na innej planecie;p Zwłaszcza kiedy zobaczyłam chłopaka mniej więcej w moim wieku idącego za rękę z około 75letnim panem... Ale nie myślcie sobie, ja jestem bardzo tolerancyjna;p Dwa razy mijaliśmy plażę nudystów, więc możecie sobie już wyobrazić, że było na niej tylko kilka kobiet;p Ja bym przeszła i poszła dalej. Ale moi hości nie :P haha Zatrzymali się, popatrzyli, porozmawiali, pośmieli, wymienili uwagi :P Oczywiście z dzieciakami;) Host stwierdził, że kiedyś chciałby pójśc na taką plażę;P Ale hostka powiedziała mi, ze on tak chyba mówi tylko dlatego, zeby ją zdenerwować;p hehe
Potem pojechaliśmy na plażę, i na koniec udaliśmy się do Barcelony. Ja już byłam 2 razy w Barcelonie wcześniej, dlatego oni stwierdzili, ze już wszystko widziałam, i nie wiedzieli gdzie powinniśmy jechać i co jeszcze zobaczyć. No szkoda, bo jak dla mnie tych głównych atrakcji nigdy za wiele! ;) Ale ja miałam tylko jedno życzenie: żeby zobaczyć pokaz magicznych fontann. Najpierw udaliśmy się do starszej dzielnicy Barcelony - Barceloneta. Moja host family zabrała wrotki, żeby jeździć po mieście, ale niestety pogoda nam nie sprzyjała, bo było pochmurno i trochę padało. Także po prostu sobie pospacerowaliśmy. Potem poszliśmy do portu i na La Rambla. Szybkie jedzenie w Macu, zakup kilku upominków i lecimy na fontanny! Patrząc na zegarek czułam, że nie zdążymy. Tym bardziej, że oni nie chcieli iść od razu na fontanny, które były przecież niedaleko, tylko do samochodu. A on był zaparkowany w innej okolicy zupełnie! Tak więc biegiem, dosłownie! Wszyscy ludzie sie patrzyli na nas jak na dziwaków, że biegniemy, ale co tam :D Czułam się w tym momencie taka szczęśliwa, czyste szaleństwo :) Ale zanim dobiegliśmy, ruszyliśmy i dojechaliśmy na miejsce, udało mi się tylko zobaczyć ostatnie "tchnienie" fontann :( I zaraz światła zgasły, i koniec pokazu :( Możecie sobie wyobrazić, jaka byłam rozczarowana. Spektakl odbywał sie przez 2,5 godziny, i była to jedyna rzecz, którą chciałam zobaczyc w Barcelonie, i jeszcze tego nie ogarnęliśmy! Ahhh... Coś mam pecha z tymi fontannami, bo 8 lat temu, gdy byłam w tym miejscu, padły mi baterie od aparatu,a  zapasowe zgubiłam. A tak chciałam nagrać ten pokaz! No nic, znak, że mam tu jeszcze wrócić! :)



Dzień #26
Aż byłam zdziwiona, ale tego dnia po prostu siedzieliśmy w domu i nic nie robiliśmy. Spędziliśmy pół dnia na basenie, i po prostu nicnierobieniu. Kiedy opalałam sie razem z hostką, host poszedł niby do kuchni przygotować obiad, a za chwilę wrócił z drinkami dla nas, i przyniósł do tego oliwki i ser :) miła niespodzianka z jego strony :) Wieczorem jednak coś się zadziało! :) Pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka: Tona. Odbywały się dni tego miasta właśnie, więc przygotowano wiele atrakcji. Widzieliśmy cudowne fajerwerki, naprawdę jedne z najpiękniejszych jakie widziałam! Chyba nawet te sylwestrowe w Warszawie były słabsze;) Słuchaliśmy gry na bębnach i oglądaliśmy tradycyjny, kataloński taniec diabłów, typowy dla takich uroczystości. Potem poszliśmy do wesołego miasteczka. Dzieciaki, hostka i ja, poszliśmy na jedną z atrakcji. Był to rodzaj karuzeli, mającej ramiona, które się podnosiły i opuszczały, w różnym tempie, i czasem do przodu, czasem do tyłu;) Nie wiem, jak Wam to wytłumaczyć:) Ja byłam pierwszy raz na czymś takim, i ostatnio przejeżdżałam koło wesołego miasteczka w Warszawie, to takiej atrakcji się tam nie dopatrzyłam. W każdym razie było bardzo szybko i bardzo głośno :D Siedziałam na takim jednym ramieniu razem z hostką, i podczas jazdy ona tak piszczała! :D haha to było mega przeżycie, a moja hostka naprawdę lepsza już by nie mogła być:)
Host nie był taki odważny, więc stał na dole i robił nam zdjęcia. Także chociaż niewyraźna, to jakaś tam fotka jest :)


Potem mieliśmy już wracać do domu, ale po drodze trafiliśmy na koncert dość popularnej grupy składającej się z kilkunastu młodych dziewczyn i chłopaków. Naprawdę pięknie śpiewali! Później wjechaliśmy samochodem na wzgórze wzoszące się nad miasteczkiem. Na samym szczycie znajdował się kościół i ruiny zamku. Wjechaliśmy jak daleko sie dało,a  potem spacerek, a było już po północy! :) Ze szczytu mieliśmy piekny widok na całe miasteczko. Schodząc już do samochodu, mieliśmy niezłą zabawę z naszymi cieniami, bo host szedł z tyłu i świecił latarką :) I znów kiedy ja myślałam, że już naprawdę jedziemy do domy, trafiliśmy jeszcze na pokaz magika-komika :) Także było zabawnie, a dzień mimo, że tak się nie zapowiadał, był naprawdę miły i fajny! :)



Dzień #27
Tego dnia hostka zaczęła swój ponad miesięczny urlop. Takim to dobrze;) Rano poszlismy na spacer na pobliskie wzgórze, a że było bardzo gorąco, to potem wszyscy z chęcią wskoczyliśmy do basenu :D wieczorem dokończylismy oglądać wspólnie Avatara w wersji hiszpańsko-angielskiej :) i właściwie to tyle pamiętam z tego dnia;)

Dzień #28
5 sierpnia, tego dnia wyrusza Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitarna... Bardzo chciałam iść, ale ostatecznie nie mogłam :( Na znak mojej solidarności, z moją zeszłoroczną grupą, cały dzień się dobijałam chodząc w grupowej, zielonej koszulce :D cała ja :P

Rano pojechałam z hostką i dziewczynką do miasta, gdzie umówiłyśmy się z kuzynka hostki i jej 5miesięczną przesłodką córeczką :) Odwiedziłyśmy targ i spacerowałyśmy po mieście. Kupiłyśmy gumki do robienia bransoletek, i potem moja F. mnie uczyła :) Ja zrobiłam bransoletkę dla niej, a ona dla mnie. Od początku chciała, zebyśmy kupiły sobie bransoletki przyjaźni, ale myślę, że te, zrobione własnoręcznie, to jeszcze lepszy pomysł :) 
A po południu pojechaliśmy zawieźć chłopca do kolegi. Mieliśmy jechać potem pochodzić po Olot, ale że rodzice się zagadali i było już późno, to po prostu zabrakło na to czasu. Ale w zamian za to pojechaliśmy do innego miasteczka, potem wjechaliśmy na jedną z gór, a w drodze powrotnej zobaczyliśmy jeszcze 2 inne miasteczka;) 






Dzień #29
Wcześniej cieszyłyśmy się, że L. został u kolegi, i to będzie typowo babski dzień, więc zaplanowałyśmy już sobie fajną wycieczkę. Jednak los pokrzyżował plany, bo F. obudziła się z płaczem i bólem brzucha. Myślałysmy z hostką, że po prostu przesadza, jak to czasem dzieci mają. Ale dziwne, że nie chciała wziąć tabletki przeciwbólowej, a chciała odwiedzić lekarza, czego raczej nie lubi, jak każdy. Pojechałyśmy więc do lekarza, okazało się, że to jakiś wirus. Przez cały dzień wymiotowała, i bardzo źle się czuła, więc automatycznie nic z naszych planów nie wyszło:/ Potem okazało się, że ten wirus dopadł w ostatnim czasie wiele osób, i nawet niemieckiej au apair nie ominął! Zaczęłam się modlić, zeby tylko mi się to nie przytrafiło, przed samym powrotem do domu.
A wieczorem hości przyrządzili mi specjalnie typowo hiszpańską kolację: omlety z cukinią;)

Dzień #30
Mój ostatni dzień z hiszpańską host family. Po południu już miałam samolot do Polski. Przez wczorajszą sytuację nie pojechałyśmy na churros, więc zanim zeszłam rano na dół, hostka pojechała do miasta, na motorze,  po churros na śniadanie specjalnie dla mnie! <3 wyobrażacie to sobie?? potem specjalnie przygotowała dla nas czekoladę, i w końcu moje ostatnie śniadanie było typowo hiszpańskie;)
Potem hostka z chłopcem wybrali się na bieganie, a ja chciałam im przygotować na pożegnanie ciasto. Upiekłam więc tartę z brzoskwiniami. Potem szybko obiad, i w drogę do Barcelony na lotnisko. Przed wyjściem z domu jeszcze, F. usiadła przy pianinie i razem z hostką mi zaśpiewały "Someone like you" Adele... To było piękne i wzruszające! I nie powiem, że pożegnanie było łatwe, bo bez łez się nie obyło! Najciężej było mi się rozstać z hostką, bo jest naprawde cudowną osobą, i naprawdę ją pokochałam! Z resztą, jak tu nie kochać kogoś, kto Ci mówi: Pamiętaj, że zawsze będziesz moją starszą córką! <3

 Tym razem chociaż miałam miejsce przy oknie, więc kilka zdjęć sie udało zrobić :)

 Ostatni widok na hiszpański ląd:

 I już Warszawa! W końcu! <3

I tak po krótce, dzień po dniu wyglądał mój hiszpański miesiąc. Postaram sie wkrótce skrobnąć podsumowanie tej przygody oraz coś o tym, co mnie zdecydowanie zaskoczyło i zdziwiło, no i oczywiście nie może zabraknąć posta o jedzeniu! :D

Do następnego! :*