Strony

środa, 20 czerwca 2012

Śniadanie na słodko #2

Dziś chciałam się z Wami podzielić przepysznym pomysłem na śniadanie, na słodko :) Przepis jest baaardzo prosty, a jakże smaczny!


Co robimy?
Potrzebujemy chałkę, lub może też być inne pieczywo (byłki czy chleb), kroimy na dość grube kromki.
Na talerzu roztrzepujemy 1 jajko i mieszamy z 1 łyżeczką cukru waniliowego i pół szklanki mleka. 
Następnie każdą kromkę pieczywa z obu stron maczamy w tej mieszance i smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną masła i oleju. 

Posypujemy cukrem pudrem i voila! 

Dopóki nie spróbowałam nie wiedziałam, że to może być tak dobre! 
Co fajniejsze - do tego śniadanka doskonale nadaje się kilkudniowe 'stare' już pieczywo, bo pod wpływem maczania, chałkowe placuszki i tak będą mięciutkie. 

Doskonałym dodatkiem będą świeże owoce, dżem czy np. zmiksowane truskawki.
Albo koktajl owocowy :)

 


sobota, 16 czerwca 2012

Polska gola!

Oglądacie dzisiejszy mecz?! Mam nadzieję, że to zbędne pytanie:)
Ja muszę przyznać, że nie jestem fanką piłki nożnej, co nie zmienia faktu, że nie chciałabym mieć chłopaka piłkarza :P oj wtedy to bym oglądała wszystkie mecze :P
Wracając do tego, że nie jestem fanką piłki nożnej. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak można przez półtorej godziny oglądać 22 chłopaków biegających po boisku za piłką, w tą i z powrotem. To mecze "ważne", takie jak te teraz oglądam, ale tylko te, gdzie walczy nasza kadra:) Pierwszym meczem, który obejrzałam w całości był również mecz z Mistrzostw Europy - Polska : Niemcy. Było to chyba w czasie ostatniego Euro 2008 (wtedy kiedy Niemcy strzelili nam gola w ostatniej minucie). Potem chyba jeszcze oglądałam Polska : Austria. Ale następny mecz obejrzany w całości to dopiero otwarcie Euro 2012 i mecz Polska : Grecja. W obecnej sytuacji nawet nie wypada nie obejrzeć :) W końcu jesteśmy gospodarzami:) Żeby nie było, mecz z Rosją tez obejrzałam:) A dziś szykuję się na walkę z Czechami i bardzo bardzo liczę na naszych chłopców:) (ale akurat w tej drużynie nie widzę swojego przyszłego męża:P)

Do kibicowania zagrzewa mnie ten utwór, który nawiasem mówiąc, a właściwie pisząc, powinien być hymnem naszej reprezentacji: 

Oglądanie meczu będę sobie umilać paluszkami, rodzynkami w czekoladzie, czereśniami i Desperadosikiem :)



Swoją drogą, widziałyście to? Rozwaliło mnie :P hehe
Grupa A – cała prawda

A tymczasem wracam do nauki zarządzania, gdyż w poniedziałek czekają mnie 2 egzaminy:/ Przez godzinę zdążę coś tam jeszcze powtórzyć ;) Tymczasem trzymajmy kciuki za naszych!:)

czwartek, 14 czerwca 2012

O tym, jak obcy przypadkowi ludzie mogą umilić nam dzień:)

Dziś post czysto prywatny i refleksyjny, sporo tekstu, więc się zastanówcie czy chcecie czytać:)

Niby zwykły, a jednak dość przyjemny dzisiejszy dzień (masło maślane:P) dla mnie był:)
To, co chcę dziś napisać nie jest związane z jakąś konkretną tematyką bloga, ale w końcu skoro ja go piszę, to mogę pisać o czym chcę:)
Dziś dostrzegłam, a właściwie zwróciłam uwagę na to, jak inni ludzie potrafią nam umilić zwykły dzień :) 
Rzadko niestety, ale jednak można spotkać na ulicy, w autobusie sympatycznych ludzi:) Ostatnio mam wrażenie jakby los trochę zaczynał się do mnie uśmiechać:) Dziś też miałam 2 dość ciekawe sytuacje:)

Najpierw, rano, jechałam na uczelnię dziwnym małym busikiem. Czytałam notatki, bo miałam dziś kolokwium z rachunkowości. Było trochę ciasno, więc kiedy pewna pani w średnim wieku powiedziała "Przepraszam" myślałam, że po prostu chce przejść. Ale ona chciała mi powiedzieć coś innego.  Ta mini rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Ona: Przepraszam, pani na maturę jedzie? O której godzinie się zaczyna?
Ja: Niee.. (zdziwiona mega, bo przecież mamy czerwiec, to gdzie tu matury:P z resztą ja rok temu pisałam:))
Ona: A jakiś egzamin? Na którą godzinę pani ma?
Ja: No tak, na egzamin, o 10 mam.
Ona: A jak masz na imię?
Ja: Kasia
Ona: Kasiu, będzie dobrze. Ja się za Ciebie będę modlić. :) 
     i sobie poszła:)

Sami przyznacie, ze dziwna sytuacja trochę, pierwszy raz mi się zdarzyła. Pani w dodatku wyglądała na bardzo sympatyczną osobę, normalną, niezwariowaną i nie miała moherowego beretu:)
Dziwna, aczkolwiek bardzo miła sytuacja, bo dość rzadka w dzisiejszych czasach, ale tak się człowiekowi milej i lżej na sercu robi, jak usłyszy coś miłego, szczególnie od obcych ludzi:) Przynajmniej ja tak mam. 

A dodam jeszcze, że bardzo się obawiałam tego kolokwium, bo to najcięższy przedmiot w tej sesji, no i zaliczyłam:) Jeszcze egzamin mi został, ale najważniejsze, że już jestem do niego dopuszczona:) Myślę, że na niego łatwiej będzie się nauczyć, bo tam tylko teoria, a tu były różne dekretacje i inne obliczenia.

Dziś jeszcze miałam tylko wf, ale poćwiczyłyśmy 10 minut, dostałyśmy wpisy do indeksów (druga i chyba ostatnia piąteczka w tym semestrze:P) i sobie poszłyśmy:) I to już koniec moich zajęć w tym semestrze, teraz zostały mi tylko egzaminy, w poniedziałki i czwartki, do 28 czerwca.

Ale to nie koniec, bo dziś miałam jeszcze jedną nieco podobną sytuację:)
Wyszłam z apteki i szłam już na przystanek autobusowy, więc udałam się do przejścia podziemnego, gdzie zaczepił mnie chłopak, mniej więcej w moim wieku, tak na oko. I stwierdził, że potrzebuje opinii, więc słucham o co mu chodzi, bo myślałam na początku w ogóle, że to jakiś obcokrajowiec, a teraz przecież w Warszawie ich pełno w czasie euro:) A wiecie jaki on miał problem?:) Kazał mi wyobrazić sobie, że mam chłopaka od 3 miesięcy, ale czasem spotykam się też z byłym, i ten obecny mi tego zabrania, i co ja bym zrobiła w takiej sytuacji:) Byłam tak zaskoczona tym, że w ogóle mnie zaczepił i tym, że zadał mi takie pytanie, że nie wiedziałam co mam mu powiedzieć:) A chłopak miał problem, bo jak powiedział 'ma taką sytuację w drugą stronę' tzn. jego kumpel ma taki problem ze swoją dziewczyną, że ona mu zabroniła się spotykać z byłą, ale ich widziała razem, oj skomplikowana sytuacja, sama nie wiem czy ją dobrze zrozumiałam:) No i on szedł właśnie spotkać się z tym kolegą i miał mu coś doradzić, i chłopak nie wiedział co, więc postanowił się poradzić przypadkowo spotkanej dziewczyny:) hehe Zakręcony koleś:)

Dziwne sytuacje, ale przyznam, że to miłe jak się spotykamy z życzliwością ze strony innych.  Potem na samo wspomnienie takich 'spotkań' sama się do siebie uśmiecham i zastanawiam, czemu one miały służyć.
Nie wiem, czemu to się dziś tak złożyło, bo generalnie to mnie ludzie tak nie zaczepiają, 
czasem ewentualnie dzieci:)
A Was zaczepiają (ludzie, nie dzieci:P)? :)