Strony

piątek, 3 stycznia 2014

Podsumowanie 2013 - przeżyjmy to jeszcze raz :)

Witam wszystkich w Nowym Roku!
Życzę Wam spełnienia marzeń i realizacji wielu planów! Oby ten rok był owocny i lepszy od poprzedniego. A co najmniej tak samo dobry - będzie genialnie!

Cały czas myślę nad blogami, jak to wszystko rozwiązać, i nie wiem, ale muszę postanowić coś wkrótce, gdzie i co pisać, a może przenieść wszystko pod jeden adres.

Teraz też miałam problem, gdzie napisać podsumowanie :) 
Ale, że dużo osób tu zostało napiszę tu,a  może tu i tam :)

Podsumowując rok 2013, łezka mi się zakręciła w oku ze szczęścia, bo był to cudowny rok! Rok spełnionych marzeń i zaskakujących zdarzeń. Chyba najlepszy! Mam nadzieję, że również i dla Was.
Co najśmieszniejsze, rok temu o tej porze, większości zdarzeń kompletnie nie mogłam przewidzieć :) Tym bardziej, że po raz pierwszy (zeszłego) Sylwestra spędziłam z gorączką w łóżku, więc zdecydowanie mogę go określić tym najgorszym. Sylwester najgorszy - rok najlepszy, więc nie wierzcie, w to, że jaki Sylwester taki cały rok :)

Chętnie przeżyłabym to wszystko jeszcze raz! Dlatego zapraszam do krótkiego podsumowania z najważniejszymi momentami tego roku i sporą porcją zdjęć, aż ciężko było wybrać tylko kilka :)

Styczeń

To był ciężki okres, jak to w życiu każdego studenta. Nadchodząca sesja i kurs pilotów wycieczek dały mi się we znaki. Ciągle byłam zestresowana i pełna obaw, jak ja sobie z tym wszystkim poradzę.  Multum zaliczeń, prezentacji, projektów i egzaminów, które trwały jeszcze w lutym. Mnóstwo nauki, tym bardziej, że oprócz bieżącej sesji i kursu miałam do zaliczenia również warunek z matematyki, którego notabene nie zaliczyłam w pierwszym terminie. Tak więc widać, że rok nie zaczął się optymistycznie, a ja mało nie wpadłam w jakąś depresję.

Luty

To również ciężki okres, zwłaszcza pierwsza połowa: sesja. Pamiętam jak uczyłam się na 3 egzaminy na raz, na ten sam termin, i z żadnego dobrze się nie nauczyłam. Masakra. Najpierw egzamin z kursu pilota - byłam przekonana, że źle mi poszło. A jednak udało się!:) Zaliczyłam również 2 poprawki na uczelni, w tym w końcu matematykę! Do tej pory pamiętam chwilę, w której moje oczy zobaczyły upragnione 3 w systemie - łzy szczęścia, wzruszenia, niedowierzałam!:) Następnie wycieczka zaliczeniowa z kursu - kierunek Wilno. Piękne miasto, do którego muszę wrócić koniecznie. Myślę, że w cieplejszej aurze jeszcze piękniejsze niż w zimowej, mroźnej scenerii. Do tego spotkania ze znajomymi na kawce, podnoszącymi na duchu (Kasia:*) oraz kino (piękne Les Miserables) i kuligi :)

Marzec

Spełniło się jedno z moich największych marzeń! Zostałam licencjonowanym pilotem wycieczek :)
Egzaminy zdałam 25 i 26 marca. Moje szczęście nie miało granic! :)


Kwiecień

Zaskoczyła nas zimowa aura Świąt Wielkanocnych :)

Zrobiłam w końcu też kurs animatora :)

Nawet jak na mnie to się wybawiłam w tym miesiącu, bo byłam na połowinkach i parapetówce koleżanki, niestety, ale zdjęcia miałam na starym komputerze:/

W kwietniu również zaczęłam poszukiwania miejsca praktyk, co wiązało sięz wysłaniem dziesiątek CV. Jednak odzewu dużego nie było. Ale tuż przed majówką byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w biurze, w którym ostatecznie pracowałam:)

Na początku miesiąca cieszyłam się jak dziecko z zakupionych biletów do Londynu za 88zł na koniec miesiąca. Jednak koleżanka się pochorowała, i niestety, mimo kupionych biletów, nie pojechałyśmy:/

Maj

Zaczęły się kolokwia, prezentacje i zaliczenia kolejnej sesji.
W maju również byłam na dniu próbnym w sprawie stażu, a pod koniec miesiąca już chodziłam do firmy jako stażystka :)
Byłam także na spotkaniu (już) pilotów, jako że kolejna grupa znajomych z kursu podeszła do egzaminu, mieliśmy co świętować:)

Poznałam cudowną osóbkę, z którą 29 maja pojechałam do Turcji <3 To zdecydowanie jedna z najbardziej szalonych historii w moim życiu, bo poznałyśmy się dopiero.... na lotnisku :)

Czerwiec

Mój ulubiony miesiąc, przywitany tym razem w Turcji :) Genialny czas, wspaniali ludzie i fantastyczne wspomnienia! I kolejne marzenie zrealizowane :)

Później już tak miło nie było: sesja.Mnóstwo nauki i zaliczeń, a w dodatku mało czasu, bo po zajęciach i w dni wolne pędziłam na staż :)
 Jeszcze w dodatku w dniu urodzin pokłóciłam się z wykładowcą. Generalnie to był pechowy dzień, coś szczęścia do urodzin to ja nie mam:)
Miałam zaszczyt być na spektaklu dyplomowym mojej kochanej siostry, z którą niestety rzadko się widuję. Tym razem spełniło się jej marzenie o zostaniu aktorką :)

Lipiec

Cudowna wiadomość: mimo pewnych trudości, sesja zaliczona w 100%!
Razem z rodziną wzięłam udział w Rekolekcjach na Stadionie Narodowym.

Spotkałam się też z dawno nie widzianą koleżanką (Kinia:*), i poszłyśmy do kina na "Dziewczynkę w trampkach". Genialny film, który serdecznie polecam!
Po za tym codziennie staż w biurze, a później spotkania ze znajomymi :) 
Między innymi z dziewczyną z forum aupairkowego (Magda pozdrawiam!:*). 
Również w lipcu, na świecie pojawił się nowy członek naszej rodziny :)
I w lipcu moje włosy straciły dużo ze swej długości, że wstając z fotela u fryzjerki byłam w  szoku, że są tak krótkie!:)

Sierpień

W pierwszą sobotę sierpnia wybrałam się z rodzicami na spontaniczny wyjazd do Wisły, gdzie zostałam posądzona o nieletność :) Przy okazji odwiedziliśmy Istebnę i Koniaków, a także Cieszyn po stronie polskiej, jak i czeskiej.

Następnie wyruszyłam po raz 6 na pielgrzymkę do Częstochowy, ale po raz pierwszy w nowej grupie (Zielona WAPM).

 Po powrocie okazało się, że mój laptop padł:/ Jeszcze nie udało mi się odzyskać danych, ale mam nowy komputer, z którego co prawda nie jestem tak abrdzo zadowolona, jak przewidywałam. 
Potem kolejne dni pracowitego stażu. W sierpniu w rodzinie powitaliśmy kolejnego bobasa :)

Wrzesień

Kolejne nowe miejsca na mapie zaliczone, czyli bardzo spontaniczny wypad do Poznania i Berlina z koleżanką. 

Wesele brata ciotecznego. 

Poza tym to był ostatni miesiąc stażowania, nowa osoba w pracy, którą bardzo polubiłam:) 
I nagroda za staż, czyli spełnienie kolejnego marzenia: Maroko :)

Październik

Przywitany w słonecznym Maroko. Wspaniały czas, dużo nowych miejsc, fantastyczni ludzie i mnóstwo pozytywych wspomnień.

Początek kolejnego roku na uczelni, ostatni już!:) Oj po Maroku nie było łatwo wrócić do rzeczywistości, ale jakoś poszło.

Wreszcie również wzięłam udział w metamorfozie, którą wygrałam jeszcze w lipcu :)

Listopad

Szara rzeczywistość nie dała o sobie zapomnieć, i ciężko było mi się przestawić. Oczywiście kolejne zaliczenia na uczelni.
Ale druga połowa listopada przyniosła świetną niespodziankę. Kierunek: Kraków :)


Wygrałam konkurs Biodermy, i miałam możliwość wzięcia udziału w evencie Biodermy i poznać Maxineczkę, KatOu i Alinkę :)
Nawet znalazłam się na kilku zdjęciach na blogu u Alinki :)
Miałam okazję również wziąć udział w wykładzie kolegi na temat życia towrzyskiego w dawnej Warszawie, oraz spotkać znajomych z kursu pilota i spędzić miły wieczór przy piwku :)

W końcu również wybrałam sie do Zamku Królewskiego w Warszawie, bo wstyd przyznać, ale nigdy tam nie byłam mimo, że codziennie go mijam :) A wcześniej podziwiałam pierwsze ozdoby świąteczne:)

Grudzień

Kierunek: Łódź :)
Pojechałam z koleżanką i spędziłyśmy razem miły czas, mimo, że Ksawery szalał, a my dużo czasu spędziłyśmy na zewnątrz. W Łodzi miałam 2 ważne dla mnie spotkania: z koleżankami z zeszłorocznego eurotripa (nie widziałyśmy się ponad rok!) i z Olą, z która pół roku wcześniej byłam w Turcji.

Grudzień przed świętami był pracowitym okresem, ze względu na uczelniane zaliczenia, ale też i przedświąteczne przygotowania. W dodatku dostałam najgorszą informację w tym miesiącu, po której ciężko było mi się pozbierać.
Koniec grudnia to świąteczny czas spędzony w gronie rodzinnym.


I udany Sylwester. (z którego zdjęcia w końcu do mnei dotarły, choć jeszcze nie wszystkie:) )

I tak doszliśmy do dziś :) Strasznie szybko ten czas minął, ale był to zdecydowanie udany rok! Pamiętam jak dziś zeszłorocznego sylwestra.
Pomijając kilka nieprzyjemnych spraw, i to, że nigdy nie chorowałam tyle co w tym roku!!
Spełniłam kilka swoich marzeń (tych większych, i mniejszych), odwiedziłam 5 nowych państw, kilka miejsc w Polsce, oraz 3 kontynenty w jednym roku - tego się nie spodziewałam :) Na wyjazdach i na kursach poznałam wiele fantastycznych osób, których nigdy nie zapomnę. A w rodzinie powitaliśmy 2 bobasków, a 3 kolejne już są w drodze :) Zaliczyłam kolejny rok studiów bez poprawek, i uporałam się z tą koszmarną matematyką :)
Oj przeżyłabym to jeszcze raz. Nie wiem czy może być jeszcze lepiej, ale patrzę z nadzieją na kolejny rok. Jeśli będzie tak samo dobry - będzie genialny! :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

TAG: Świąteczny

Zdjęcie z zeszłych Świąt:)
Zostałam ostatnio otagowana przez Kasię, więc już się zabieram na odpowiadanie pytań:)

Na pytania odpowiem nieco z perspektywy dzieciństwa, gdyż wtedy Święta były dla mnie naprawdę wyjątkowe. Teraz jakoś tracą swoją aurę... Mam nadzieję, że jednak uda mi się to wkrótce zmienić, i znów będą dla mnie wyjątkowym czasem...




1. Jaki jest twój ulubiony świąteczny film? 


Oczywiście Kevin! Będąc małą dziewczynką płakałam ze śmiechu w czasie oglądania perypetii tego uroczego urwisa:) Zawsze lubiłam obie części, ale chyba faworyzowałam przygody w domu:) Żałuję, że już mnie te filmy tak nie śmieszą, no bo jakby nie było znamy je już na pamięć, więc nic nas nie zaskakuje, bo wiem co po czym leci;) Ale za każdym razem oglądam - w tym roku zaliczyłam już obie części. Szkoda, że nie nakręcono więcej części z tą obsadą. Co ostatnio zauważyłam - mimo że ten film jest naprawdę stary, ma 22 lata (starszy ode mnie!) to jest tak nakręcony, że nie czuje się tego. Nie macie takiego wrażenia? Jeśli oglądam jakieś starsze filmy, od razu coś mi się rzuca w oczy - albo specyficzne ubrania, głosy, technika nagrania filmu, coś zawsze wskazuje na to, ze film jest już nieco starszy. A filmy o Kevinie nie mają w sobie nic takiego, wciąż są aktualne. Przynajmniej takie jest moje zdanie;)


Kolejny ulubiony film to świąteczna nowość z zeszłego roku - "Listy do M." Naprawdę polecam! Świetny polski film. Piękny i wzruszający. Myślę, że oglądanie go stanie się moją kolejną coroczną świąteczną tradycją:)

2. Jaki jest twój ulubiony świąteczny kolor? 

Typowo ze świętami kojarzy mi się kolor czerwony, bordowy. Bardzo podoba mi się połączenie czerwonego ze złotym, i właśnie w te barwy co roku ubieram choinkę, dorzucając jeszcze białe, brokatowe bombki, które ładnie odbijają światło lampek choinkowych, i w moim mniemaniu przypominają śnieżki:P hehe

3. Czy na święta lubisz zostać cały dzień w pidżamie, czy stroisz się specjalnie na tą okazję?

Ja generalnie nie jestem z tych, co lubią spędzać dzień w piżamie;) Może dlatego, że nie mam ukochanej piżamki, ale już sobie taką upatrzyłam:P
Uważam, że w Święta powinnyśmy wyciągnąć z szaf jakieś ładniejsze ciuszki stosowne do okazji;)

4. Jeśli mogłabyś kupić tylko jeden prezent na święta, to co by to było i dla kogo?

Nie mam pojęcia. Zawsze planowałam i kupowałam prezenty z dużym wyprzedzeniem. Nie były to rzeczy kupione ot tak, bo muszą być. Zawsze staram się by było to coś, co sprawi dużą radość obdarowywanej osobie. Jednak wyjątkowo w tym roku jakoś w ogóle nie mam weny co do tego tematu. Może też dlatego, że mój budżet kuleje, jak to u studentów. Ale co się dziwić, jak się studiuje, a nie pracuje. W ogóle to Święta  tracą to swoją magiczną aurę, gdy się nie jest już dzieckiem, a w rodzinie też nie ma małych dzieci - tak przynajmniej ja uważam...

5. Czy otwierasz prezenty w Wieczór Wigilijny, czy poranek?

Wieczór wigilijny, po kolacji. Kiedyś przychodził Mikołaj, a potem nawet Krasnoludki:) Jednak od kiedy nie ma już na naszej Wigilii małych dzieci, przed kolacją prezenty kładziemy po prostu pod choinką, a po kolacji je otwieramy. Szczerze mówiąc, myślę, że otwieranie prezentów rano to tez fajna sprawa. Przynajmniej tak zawsze myślałam oglądając właśnie Kevina:) 


6. Czy kiedykolwiek budowałaś domek z pierników?

Nie, aczkolwiek kojarzę z dzieciństwa, że moja mama kiedyś piekła tzw. chatkę Babajagi:)


7. Co lubisz robić w przerwie świątecznej?

Spędzać czas w rodzinnym gronie. Bardzo ubolewam nad tym, że spotykamy się w coraz mniejszym gronie...


8. Czy masz jakieś świąteczne życzenia?


Mam kilka takich samych od kilku lat, i coś się nie spełniają...:/


Update: Jedno dziś się zaczęło spełniać;)


9. Ulubiony świąteczny zapach?


Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale chyba zapach cynamonu i piernika. Chyba tylko takie zapachy kojarzą mi się ze Świętami;)


Update: Zapach żywej choinki:) Od kilku godzin czuję go w domu;)


10. Ulubiona świąteczna potrawa?


Jako dziecko jedynymi daniami, które jadłam podczas Wigilii były śledzie i zupa owocowa, którą moja mama specjalnie dla mnie robiła, bo nie lubiłam tej z suszonych owoców ani barszczu:P Teraz jestem prawie wszystkożerna:P hehe

Generalnie to dalej lubię śledzie. Moja mama robi też przepysznego łososia marynowanego w buraczkach. Lubię wigilijny barszcz z uszkami, kapustę wigilijną, pierogi z kapustą, a najbardziej uwielbiam krokiety z kapustą!:D

Uważam, że brakuje tu istotnego pytania - o ulubione kolędy i piosenki świąteczne!:)


Oczywiście, lubię i jedne i drugie! 

Jako dziecko uwielbiałam "Dzisiaj w Betlejem" oraz "Pójdźmy wszyscy do stajenki". Miałam swoją ulubioną kasetę (nie było przecież płyt:P) z kolędami w wykonaniu Natalii Kukulskiej - uwielbiałam słuchać! nawet zdarzało się to w okresie zupełnie nieświątecznym:P
Za to nie lubiłam tych wolnych i smutnych kolęd, a zwłaszcza "Mizerna cicha", którą męczyliśmy często w szkole na akademiach...

Apropos akademii - śliczna kolęda/pastorałka, która znam własnie ze szkolnych akademii:


Jest to "Uciekali, uciekali" z repertuaru grupy Metro. Znacie, lubicie?


Z piosenek świątecznych od zeszłego roku uwielbiam De Su - A kto wie... W dzieciństwie był to "Z kopyta kulig rwie" Skaldów oraz "Dzień jeden w roku" :)


Z tych zagranicznych - Britney Spears "My only wish", Merry Christmas Everyone, Feliz Navidad, Last Christmas... W dzieciństwie - Jinglle Bells ;)


Korzystając z okazji chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Aby ten czas upłynął Wam w miłym, rodzinnym gronie. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze! Szczęścia i zdrowia, bo to najważniejsze!

Buziaki:**

PS Kto z czytających nie odpowiadał na tag, może zrobić to teraz;)

środa, 5 września 2012

Malinowe ciasteczka owsiane

Dzisiaj zdradzę Wam przepis na moją nową miłość!
Miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej ugryzienia!:)
Odkryta dopiero wczoraj..


Potrzebujemy:

*garść świeżych malin - większa, mniejsza, jak kto woli
*60g masła - najlepiej miękkiego, nie prosto z lodówki
*120g cukru
*1 jajko
*60g mąki
*170g płatków owsianych
*1 łyżeczka proszku do pieczenia
*szczypta soli
*rodzynki (opcjonalnie)

Co robimy?

Za pomocą miksera ucieramy masło z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajko, a następnie mąkę, proszek do pieczenia i sól. Jak wszystko nam się ładnie wymiesza dodajemy płatki owsiane i rodzynki, a na samym końcu maliny. Wykładamy blachę papierem i formujemy okrągłe ciasteczka. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 30 minut. Zależnie od tego, czy nasze ciastka są większe, czy mniejsze, będą się piekły nieco dłużej/krócej. Jeśli są dobrze wypieczone, są chrupiące. Jeśli mniej - miękkie, ale równie smaczne :)

I niech wszelkie sklepowe słodycze się schowają !:)
Nie dość, że pyszne, to i zdecydowanie zdrowsze i mniej kaloryczne.
Róbcie, jedzcie i dajcie znać co o nich sądzicie :)