Strony

środa, 5 września 2012

Malinowe ciasteczka owsiane

Dzisiaj zdradzę Wam przepis na moją nową miłość!
Miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej ugryzienia!:)
Odkryta dopiero wczoraj..


Potrzebujemy:

*garść świeżych malin - większa, mniejsza, jak kto woli
*60g masła - najlepiej miękkiego, nie prosto z lodówki
*120g cukru
*1 jajko
*60g mąki
*170g płatków owsianych
*1 łyżeczka proszku do pieczenia
*szczypta soli
*rodzynki (opcjonalnie)

Co robimy?

Za pomocą miksera ucieramy masło z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajko, a następnie mąkę, proszek do pieczenia i sól. Jak wszystko nam się ładnie wymiesza dodajemy płatki owsiane i rodzynki, a na samym końcu maliny. Wykładamy blachę papierem i formujemy okrągłe ciasteczka. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 30 minut. Zależnie od tego, czy nasze ciastka są większe, czy mniejsze, będą się piekły nieco dłużej/krócej. Jeśli są dobrze wypieczone, są chrupiące. Jeśli mniej - miękkie, ale równie smaczne :)

I niech wszelkie sklepowe słodycze się schowają !:)
Nie dość, że pyszne, to i zdecydowanie zdrowsze i mniej kaloryczne.
Róbcie, jedzcie i dajcie znać co o nich sądzicie :)

sobota, 14 lipca 2012

A to peszek...

Hej kochane!
Przez ten cały staż (z którego nawiasem mówiąc nie jestem zadowolona) jakoś mało mnie tu.
Jak Wam minął piątek trzynastego? Ja szczerze mówiąc nie jestem przesądna, ale wolę nie przechodzić pod słupami:P hehe Dlatego też wczoraj wolałam zostać w domu, zwłaszcza po poprzednim tygodniu! Prawie napisałam posta o ty co się wtedy działo, ale go nie skończyłam tydzień minął i nie dodałam.
W każdym razie u mnie ten piątek trzynastego był zdecydowanie wcześniej i się przeciągnął na cały tydzień! Ale żeby nie było, w ten czwartek też ktoś musiał mi popsuć humor.

Właściwie to mogę Wam przedstawić ten poprzedni pechowy tydzień, bo notka była napisana, więc czytajcie (o ile komuś chce się przebrnąć przez tyle tekstu:P)

Nie wiem co się dzieje, ale tak pechowego tygodnia to jeszcze chyba nigdy nie miałam! Całe szczęście, że się skończył! Mam nadzieję, że ten będzie lepszy :)


Zacznijmy od początku:


PONIEDZIAŁEK
Jak wiecie to był pierwszy dzień mojego stażu. Wsiadłam do autobusu, i generalnie na miejscu powinnam być chwilę przed czasem, ale co? Ale musiały być korki w poniedziałek o 8 rano, w wakacje... Ja nie wiem gdzie ci ludzie jadą... No i oczywiście się spóźniłam. Jakieś pół godziny. Co prawda w tej firmie nie ma takich żelaznych zasad (na szczęście), że się przychodzi równo o 9.30 a wychodzi o 17.30, co do tego to nie ma problemu, o czym mnie poinformowała na rozmowie moja przełożona. No i w dodatku oni mi nic nie płacą, bo staż jest bezpłatny, więc też nie mogą wymagać ode mnie nie wiadomo czego :P ALE ja nie lubię się spóźniać, tym bardziej na samym początku.. Dojechałam cała mokra przez ten upał. Na miejscu okazało się, że nie ma D.(mojej przełożonej) bo wyszła na spotkanie. No pięknie się to wszystko zaczyna po prostu. Zostałam wszystkim przedstawiona przez innego pana, dostałam swoje miejsce pracy tj. komputer i biurko. Zgadnijcie jakie dostałam pierwsze zadanie!:P "No to idź sprawdź sobie facebook'a i pocztę, a potem my do ciebie przyjdziemy". :D hah no pięknie.. Tylko takie rzeczy to ja mogę robić w domu, bez tłuczenia się autobusem w takie upały do Warszawy i wydawania pieniędzy na bilety... Potem przyszła K. (moja bezpośrednia przełożona) i zleciła mi coś do wyszukania. Miałam okazję uczestniczyć w zebraniu działowym, dostałam kolejną rzecz do wyszukania, jednak jak na razie tej drugiej rzeczy nikt nie sprawdził...


WTOREK
Pojechałam znowu do pracy, dokończyłam to, co zaczęłam wyszukiwać poprzedniego dnia. I właściwie siedziałam tam do 17 bez powodu. Wkurzona byłam, bo to takie bez sensu. Już nawet nie miałam co robić na tym komputerze, bo zwiedziłam wszystkie blogi, pocztę, facebooka i wszystko inne. Nowe zlecenie dostałam dopiero na ostatnie pół godziny.


ŚRODA
Zaspałam! Budzik nie zadzwonił! Pierwsze co, to telefon do mamy, co mam robić - działanie odruchowe, zaraz po przebudzeniu i zobaczeniu godziny:P była 8.40 a o tej godzinie powinnam już być blisko celu.
Przynajmniej miałam co robić w pracy, i dzień jako tako zleciał, nawet w miarę szybko.


CZWARTEK
Nie zaspałam! Ale spotkało mnie coś zdecydowanie gorszego:/ To już było po prostu apogeum mojego pecha! Nic nie zapowiadało katastrofalnego dnia, byłam w pracy przed czasem. Najpierw posprawdzałam 'swoje strony' (czyt. fb, poczta, blogi itd. itp.), bo i tak nie mam co tu robić. Potem zabrałam się za kontynuowanie rozpoczętej wcześniej pracy, która polegała na wyszukiwaniu informacji w internecie, a następnie wklepywaniu ich  do exela. Nagle na dole pojawił mi się szary pasek, więc na niego kliknęłam, bo myślałam, że coś mi się zacięło. Najlepszy ten komputer, na którym pracuje, to nie jest:P I pokazało mi się coś, co przyprawiło mnie niemal o palpitacje serca. Nie zrobiłam niestety żadnego zdjęcia, ale nie będę Wam opisywać co zobaczyłam na ekranie komputera, bo znalazłam zdjęcie w internecie, które powie wszystko. Otóż na moim ekranie pojawiło się coś takiego:

niedziela, 24 czerwca 2012

7 faktów o mnie, których jeszcze nie znacie :)

Skoro jestem tu już z Wami, a Wy ze mną (jedni krócej, drudzy dłużej, ale jesteście) nieco ponad 1 rok, postanowiłam Wam się troszkę odsłonić i zdradzić coś na temat siebie. Tym bardziej, że okazja podwójna, bo w czwartek mój blog obchodził urodziny, a w zeszłą niedzielę ja :)
Do tego posta w pewnym sensie też mnie skłoniła Dorota, bo już daaaawno temu zatagowała mnie, ale mnie o tym nie poinformowała:P tak więc odpowiem dziś:)

Takie tam, urodzinowe - aktualne :P

Przedstawiam Wam więc
7 FAKTÓW O MNIE, których jeszcze nie znacie:)

1. Od prawie roku tańczę taniec brzucha :) Prawie od zawsze byłam zafascynowana orientem:) Dawniej, pochłaniałam mnóstwo książek na temat arabskich kobiet. Byłam przeszczęśliwa, kiedy rodzice zabrali mnie na wakacje do Egiptu:)

2. Od kilku lat kolekcjonuję karty do gry. Przywożę je z każdej wycieczki, gdzie tylko mogę je kupić. W swojej kolekcji mam karty m.in. z Hiszpanii, Majorki, Sycylii, Słowacji, Pragi, Egiptu, Tatr, Muzeum Powstania Warszawskiego, a także z Nowego Jorku i Szanghaju:) Zawsze wybieram takie, gdzie każda karta przedstawia inny widoczek - taka alternatywa dla pocztówek (które notabene też kiedyś zbierałam, ale porzuciłam je właśnie na rzecz kart) . Ale niestety nie zawsze udaje mi się takie znaleźć. Ostatnią talię kupiłam 3 tygodnie temu - na pamiątkę Euro2012 :)

3. Jestem dość sprzeczną wewnętrznie osobą, z jednej strony chciałabym to, z drugiej tamto i nie umiem wybrać. Albo myślę i czuję jedno, a robię drugie. (Chociażby taki przykład, że mam problem z określeniem czy jestem humanistką czy umysłem ścisłym, bo sama nie wiem, chociaż skłaniam się chyba bardziej ku temu drugiemu.) Na takie zjawisko podobno nie bez wpływu pozostaje mój znak zodiaku, a mianowicie bliźnięta - że to niby taka 'podwójna' osobowość :) W dodatku kiedyś będąc w empiku przeglądałam książki dla przyszłych rodziców, jedna z nich była o znaczeniu imion dla dzieci. I to co przeczytałam o sobie prawie, że w całości się potwierdziło, i okazało się, że imię Katarzyna, tylko potęguję tę sprzeczność wewnętrzną. Pozostaje tylko podziękować rodzicom :D

4. Kocham dzieci! Wszyscy moi znajomi twierdzą, że brak im cierpliwości do 'bachorów', a ja od zawsze uwielbiałam dzieci;) I nie chwaląc się - z wzajemnością. Widocznie mam dobre podejście do nich i cierpliwość:) Dlatego też chcę być au pair, ale też i marzę o tej chwili kiedy za kilka dobrych lat będę mogła założyć własną rodzinę. Uwielbiam patrzeć na młode mamuśki:) A jako au pair właśnie tak można się poczuć:)

5. Uwielbiam podróże. Od zawsze właściwie. Jako małe dziecko 'podróżowałam' po rodzinie, wszyscy mnie nazywali włóczykijem:) Wystarczyło, że ktoś do przyjechał do nas w odwiedziny, a po kilku minutach ja już byłam spakowana i gotowa na odwdzięczenie się za wizytę:) A musicie wiedzieć, że to nie było takie proste, bo czasem 'podróżowałam' z całym moim bagażem lalek Barbie i wyposażeniem domku włącznie z samochodami dla nich!:D Jeśli o mnie chodzi to mogłabym nie siedzieć w domu w ogóle. Problem jest tylko z funduszami i towarzystwem. Bo nie lubię podróżować samotnie. Mam nadzieję, że będę mogła w bliskiej przyszłości rozwijać coraz bardziej tę pasję, bo kiedy jak nie na studiach?:)

6. Kocham jeść! Szczególnie wszelkie sałatki i makarony. Ciastami i słodyczami też nie gardzę. I aż do końca liceum mogłam jeść wszystko, o każdej porze dnia i nocy, i nie mogłam przytyć chociaż chciałam. Ta sytuacja trochę się zmieniła po zakończeniu liceum, kiedy po maturze miałam długie wakacje. Dużo czasu spędziłam w domu, bardzo się stresując tym, jak to będzie na studiach. I wtedy to odkryłam, że ja stres po prostu zajadam. Jadłam mimo, że nie byłam głodna. Po prostu to lubię;) I tak od maja do grudnia przytyłam ok. 4kg, ale wszyscy twierdzą, że nie widać tego po mnie. Teraz już wracam do poprzedniej wagi. Nie żebym miała problemy z nadwagą. Zdaję sobie sprawę, że jestem szczupła, ale wkurza mnie nie płaski brzuszek:P  A po za tym jeszcze lubię piec ciasta i gotować, dlatego czasem pojawiają się tu też przepisy :)

7. Zawsze byłam ogromną fanką latynoamerykańskich telenowel :) I wkurza mnie taki stereotyp, że wszystkie są takie same (bo nie są!) i oglądają je bezmózgowcy... Bo tak nie jest! Dzięki nim można poznać inną kulturę i zwyczaje, zobaczyć piękne widoki, miasta, a także poznać wiele hiszpańskich słówek! :) Nie twierdzę, że wszystkie są super świetne, ale niektóre są naprawdę rewelacyjne. Jak chociażby kultowe: Esmeralda, Gorzka Zemsta czy z tych nowszych Zaklęta miłość (Sortilegio). Teraz jednak żadnej nie oglądam. Czasem coś włączę, ale to tak 'przy okazji' - w ogóle to rzadko oglądam telewizję :)


Ach no i zapomniałam, że koniecznie  muszę zdradzić Wam jeszcze fakt nr 8! Otóż od 2 lat jestem włosomaniaczką:) Zaczęło się od szukania sposobów na przyspieszenie porostu włosów. Na kondycję moich włosów (poza rozdwojonymi końcówkami) nie mogę narzekać, ale nigdy ich nie niszczyłam farbowaniem, suszeniem czy prostowaniem. Moją guru w pielęgnacji włosowej jest Anwen a jej  blog jest prawdziwą skarbnicą wiedzy! Polecam jeszcze naturalnie forum wizaż, tam można znaleźć wszystko :)  
Ciągle testuję nowe szampony, maski, odżywki. Ciągle kupuję nowe, mimo że nie zużyłam jeszcze poprzednich i tak wczoraj podczas sprzątania doliczyłam się 16 szamponów! Odżywek i masek już bałam się liczyć :P hehe

To już tak zupełnie w ramach dnia mojej dobroci pokażę Wam moje włosy (już po ścięciu - zdjęcie robione dokładnie tydzień temu, trochę byle jakie, ale niestety nie mam żadnego fotografa, więc posiłkuję się samowyzwalaczem:P)


Jeśli miałybyście ochotę, to zróbcie takiego posta! 
Ja osobiście uwielbiam czytać posty z serii 'o mnie' na blogach innych dziewczyn :)