Strony

czwartek, 17 lipca 2014

Spotkanie z rodzinka!

Hej!
Od tygodnia jestem w slonecznej Hiszpanii i donosze, ze mam sie dobrze!:)
Czas leci tu bardzo bardzo szybko, nie wiem kiedy minal ten tydzien, ale tez mam wrazenie jakbym bylka tu juz zdecydowanie dluzej niz tylko tydzien. Taka moja mala wewnetrzna sprzecznosc. Ale po kolei!
Gdy opuszczalam Polske tydzien temu, pogoda w Warszawie byla taka, jak powinna byc latem: bylo goraco! ok 30 stopni, wietrznie i slonecznie! Samolot mial opoznienie 30 minut, i te 30 minut siedzielismy w samolocie, w srodku, gdzie bylo mega goraco. Gdy juz wystartowalismy, klimatyzacja na szczescie zaczela dzialac :)  Niestety mialam siedzenie od przejscia, wiec za bardzo sobie nie popatrzylam, bo para siedzaca kolo mnie, niemal lezala na tym oknie... Eh no coz:) Samolot jeszcze nie ruszyl, a juz wyciagneli kabanosy z plecaka... eh no ok, Polacy, ja rozumiem wszystko, no ale... ogarnijmy sie troche:) Bylam mega spiaca, i mega zmeczona, ale w czasie 3godzinnego lotu nie zmruzylam oka. Kiedy ladowalismy, w Barcelonie bylo pochmurno i ok. 20 stopni, a potem nawet zaczelo padac. Czyli zamienil dziadek siekierke na kijek, jak to mowia ;) hehe Wysiadlam z samolotu i szlam za tlumem, bo bylam na tym lotnisku pierwszy raz, a jest ono zdecydowanie wieksze, od najwiekszego polskiego Okecia. Ah, az sie boje jak to bedzie z podroza do USA, ale na szczescie nie bede leciala sama :) Mialam ze soba tylko bagaz podreczny (na miesiac, przypominam!:)), wiec podazalam w kierunku wyjscia, za ludzmi i strzalkami z napisem ¨sortida¨:) I caly czas myslama i sie rozgaladama, gdzie ta moja host rodzina na mnie czeka... Tuz przed startem jeszcze wymienilam smsy z host mama, ale martwilam sie, ze przez to opoznienie musza na mnie tyle czekac... jak wysiadlam z samolotu, nie mialam zadnych wiadomosci od nich, wiec sie nieco obawialam, gdzie ja ich dojrze:) A tu jeszcze kolejny skret w lewo, kolejne schodzy ruchome, i jeszcze raz skrecamy, i jeszcze raz... ahh juz bylam tym taka zmeczona, marzylam tylko o pojsciu spac! W koncu widze wyjscie i mnostwo ludzi: to musi byc juz to, moja meta na tym lotnisku:) patrze na koneic tego tlumu, gdzies tam na koncu napewno jest moja host family, szuakm bialej glowy host taty, gdy nagle slysze: Kasia! Kasia! Kasia! Rozgladam sie kto mnie wola, i tak! To byli oni! Na wprost mnie,na samym srodku, z wielkim transparentem z polskim napisem: Witajw  domu Kasia! A ja bylam tak zmeczona, ze nawet nie zauwazylam ich na poczatku, i napisu takze. Wysciskalam i ucalowalam wszystkich i udalam sie dalej, zeby minac bramki, i moc sie do nich dostac:) Pierwsze slowa host mamy do mni: My economist! I mnie mocno przytulila. Powitanie, jak z filmu! Doslownie, lepszego nie moglam sobie wymarzyc! Zawsze chcialam zeby mnie ktos tak powital, ale wiedzialam z eto raczej malo prawdopodobne, bo kto, gdzie i kiedy, ale jak widac male marzenia tez sie spelniaja:) Udalismy sie do samochodu, i potem nieco ponad godzine jechalismy do domu. Droga uplynela nam na rozmowach o wszystkim. Na miejscu bylismy dosc pozno, bo po 22. Rodzinka pokazala mi dom, moj pokoj, i kolejny raz mnie zaskoczyli (i nie ostatni:)) . Okazalo sie, ze maja dla mnie komputer! Bo przypominam, ze ja swojego nie wzielam. Wazy dosc sporo, bo 2,5kg, a bagaz podreczny to 10kg, wiec chyba sami rozumiecie. Poza tym to tylko miesiac:) Tak wiec, pisze do Was wlasnie uzywajac tego komputera, dlatego nie ma polskich znakow. Ciezko mi sie troche przyzwyczaic do neigo, bo ma nieco inna klawiature, ale i tak sie mega ciesze! Bo latwiejsze to niz pisanie z telefonu:) Jednak mimo wszystko, dopiero 4tego dnia znalazlam chwile zeby go uruchomic:) Tyle sie tu dzieje, ze nawet nie mialam czasu. Wracajac do tematu, dalam rodzince prezenty z Polski (album o Polsce w j.hiszpanskim i polskie slodycze), zjedlismy kolacje, porozmawialismy i poszlismy spac.Tyle jesli chodzi o moj pierwszy dzien, a raczej pierwsze godziny tu :) Musze powiedziec, ze w ogole sie nie stresowalam spotkaniem z rodzinka. Nasze maile byly bardzo cieple, pelne milych slow, jakbysmy byli mega dobrymi przyjaciolmi. To samo ze skypem. Caly czas mnie wspierali przed egzaminem, codziennie pisali ze zdam, bo jestem najlepsza, i dam rade:) To bylo bardzo mile! Nie wierzylam, ze ktos obcy moze byc tak kochany, cieply i otwarty od pierwszych chwil. Dlatego kompletnie nie obawialam sie tego spotkania. Ale przyznam, ze zastanawialam sie w samolocie,a potem w samochodzie: co Ty tu robisz? z zupelnie obcymi ludzmi, zostawiasz tych, ktorzy cie naprawde kochaja. Ale czy w koncu nie tego chcialam? Dokladnie tego, i wciaz nie moge uwierzyc, ze w koncu nadszedl czas na spelnianie tych marzen:)
Przepraszam, za brak polskich znakow, za dlugiego posta,ale po prostu chcialam dac znac, ze jestem, zyje i wszystko ze mna w porzadku, a co wiecej, trafilam do naprawde cudownej rodzinki! 
Na koniec, dla wytrwalych, zamieszczam foto z transparentem, ktorym zostalam tu przywitana. To byla naprawde cudowna niespodzianka, ktora sprawila mi wiele radosci! :)

 
Do nastepnego kochani! :*


5 komentarzy:

  1. Jestem z Ciebie dumna :) a przede wszystkim cieszę się wraz z Tobą, ze tak dobrze Ci tam :)
    P.S. a co do kabanosów, taka jedna historia mi sie przypomniała....hahahaha :)
    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaah! <3 mia hermanita <3 haha siedząc w tym samolocie też sobie od razu przypomniałam tą sytuację hahaha Gusia pozdrawiamy Cię!! :* :D

      Usuń
  2. No proszę, jakie szczęście :) Hiszpania jest cudowna, korzystaj ile się da skoro jesteś tak krótko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe wiem to nie od dziś, bo to nie mój pierwszy raz w Hiszpanii, i nie ostatni! ;)

      Usuń
  3. świetni ludzie Ci się trafili! :) miłego pobytu :)

    OdpowiedzUsuń